Zanzibar – dlaczego już tam nie wrócę?

Zanzibar – jak to z nim jest? Ostatnio to bardzo popularny kierunek turystyczny na Zachodzie.

Prawdę mówiąc – Zanzibar nigdy szczególnie mnie nie “kręcił” i gdyby nie mój narzeczony, który uprawia kite-surifing (a niepodważalnie to jedno z najlepszych miejsc do uprawniania tego sportu), możliwe, że nigdy bym tam nie trafiła.

Jeśli nie jesteś fanatykiem kite’a – to są zdecydowanie lepsze (i tańsze) miejsca na wakacje.

Chcecie wiedzieć co się kryję za tą moją niezbyt chlubną opinią? Poniżej całkowicie szczerze i subiektywnie opiszę “ciemne strony” pobytu na Zanzibarze.

Kompleks białego zbawcy

Zachodni turysta jedzie na Zanzibar i widzi warunki, które w jego ocenie są karygodne. Jest mu przykro i zaczyna czuć wyrzuty sumienia, że on sam ma lepiej. Rodzi się w nim chęć pomocy. Prawda jest taka, że danie spotkanemu dziecku misia nijak ma się do pomagania. Mądra pomoc cechuje się budowaniem samodzielności i jest długofalowa. Widząc wycinek rzeczywistości nie jesteśmy w stanie zdiagnozować faktycznego problemu, a więc i pomóc. Trzeba mieć na uwadze kontekst społeczny, gospodarczy oraz historyczny danego regionu. Jest to skomplikowana zależność, która wpływa na położenie danej osoby.

Podobnie jest także ze słodyczami. Wiele turystów przywozi ze sobą kupę słodyczy i rozdaje je spotkanym dzieciakom. Nie róbcie tego! Widok maluchów z zepsutymi próchnicą zębami to niestety codzienność, a dostęp do stomatologa na Zanzibarze mają tylko nieliczni.

Wolnoturystyka

Coraz częściej możemy spotkać się z tzw. wolnoturystyką. Co to w ogóle jest? Z definicji jest to połączenie wyjazdu turystycznego z pracą na rzecz lokalnej społeczności.

Budowanie sierocińca czy szkoły w Afryce – brzmi dumnie? Niestety coraz częściej mamy styczność ze zjawiskiem, gdzie to wolontariusz jest stawiany na pierwszym miejscu, a nie problemy lokalnej społeczności, które miałby pomóc rozwiązać. Dla organizacji, które tworzą takie wyjazdy – liczy się zarobek (a jest to dość dochodowy biznes) i wolontariusz (de facto klient) ma wrócić z wyjazdu zadowolony.

Bród

Powiem szczerze – Zanzibar to było najbrudniejsze miejsce jakie odwiedziłam. I nie mówię tu o plaży (bo akurat pierwsza linia brzegowa zwykle utrzymywana jest w czystości), to już wioski i miasteczka są bardzo brudne. Walające się śmieci to powszechny widok. Co ciekawe na całej wyspie jest zakaz używania w sklepach reklamówek i opakowań plastikowych (oczywiście za to ogromny plus!), ale mimo wszystko świadomość ekologiczna jest bardzo mała.

Support me!

Niestety widoczne gołym okiem zjawisko, gdzie ‘Białas’ jest traktowany jak chodzący bankomat. Niejednokrotnie mieliśmy okazje być zaczepianym przez dzieci, gdzie słyszeliśmy zwykle pojedyncze wyuczone słowa “support”, “money”, “dolar”. Jest to na tyle trudne, że widząc malucha – niekoniecznie dobrze ubranego lub brudnego – kraje się serce i wielu turystów wspomaga te dzieciaki dając im pieniądze. Powoduje to, że jest to na tyle dobry zarobek, że rodzice zamiast wysyłać dzieci do szkoły – wysyłają ich na ulicę, żeby żebrały. Jeśli chcesz pomóc nie dawaj im pieniędzy, bo to tylko wzmacnia ten ‘biznes’.

Myślisz, że na Zanzibarze możesz spokojnie chill’ować na plaży czytając książkę czy słuchając muzyki? No nie do końca… Plaże na Zanzibarze są ‘okupowane’ Masajami, którzy przyjeżdżają na sezon ze swoich wiosek i handlują swoimi wyrobami ‘hand-made’. Mają super produkty i warto kupić od nich pamiątki, ale skala jest tak ogromna, że co chwilę jesteś zaczepiany przez Masaja, próbującego Ci coś sprzedać. Po 3 dniach miałam po prostu dość i chciałam w spokoju przeczytać książkę czy się przespacerować i pomyśleć – bez konieczności ciągłej rozmowy.

Sex turystyka

Na Zanzibarze można zaobserwować zjawisko ‘związków’ białych kobiet z lokalnymi mężczyznami oraz Masajami, którzy przyjeżdżają na wyspę w sezonie. Oczywiście nie należy wrzucać wszystkich do jednego worka, bo na pewno nie każdy przypadek musi oznaczać sex turystykę. Nie mniej jednak jest to dość powszechne i po prostu o tym się mówi.

Od razu zaznaczę – prywatnie nie mam nic do tego! Natomiast niejako jest to źle odbierane przez społeczeństwo, więc dlatego znalazło się to w moim zestawieniu.

A na koniec dodam, że podczas pobytu na Zanzibarze nabawiłam się udaru słonecznego i dwukrotnego ostrego zatrucia pokarmowego. Pamiętajcie – na Zanzibarze słońce może mocno przygrzać, więc nakrycie głowy jest must have! I odpuśćcie sobie drinki z lodem.